Już czwartą noc spędziłem w hotelu „B&B” w Katowicach. Bardzo dobre położenie, uczciwa relacja ceny i wartości. Wyniki ankiet z przeprowadzonego przez ostatnie trzy dni szkolenia (10/10 dla oceny trenera) zapewniły mi życzliwe, spokojne spojrzenie na świat. Dlatego mam dla Was życzliwą, spokojną analizę, jakNIE NALEŻY POMIJAĆ WYMAGAŃ UX.

Tak wygląda w tym hotelu – i pewnie w każdym z tej sieci – rozkład sali śniadaniowej:

Opis mojej własnej, pierwszego dnia, a potem obserwowanej wielokrotnie trasy innych gości.

  1. Po wejściu, oczywiście każdy omija – nie zauważa pewnie nawet – wnęki z talerzami, kubkami i sztućcami, dążąc w stronę kolorowego jedzenia.
  2. Stojąc koło jedzenia, i o krok dalej koło płatków, myśli „a gdzie kawa?”. Nie widać, bo ukryto ją nie tylko na końcu szeregu, ale dla większej skuteczności jeszcze za rogiem, którego na rysunku nie zaznaczyłem. Zaczynają się pierwsze zapytania, innych gości lub personelu.
  3. OK, jest automat do kawy. A gdzie są kubki, łyżeczki? Ojojoj! Trzeba wrócić…
  4. Ojojoj, trzeba wrócić
  5. Z powrotem po kawę.
  6. Z kawą, po jedzenie, a przy jedzeniu nie ma – hi, hi, ale beka! – talerzy ani sztućców, więc…
  7. … po talerze i sztućce.

Potem, wróciwszy do jedzenia, odkrywamy potrzebę tacki… ale te zawiłości pominę.

Na chwałę hotelu powiem, że do kawy i do herbaty są porządne, spore kubki, a nie wstrętne, małe filiżanki, jak w droższych hotelach. W takich filiżankach z torebki herbaty robi się w ciągu 20 sekund więzienny „czaj”, stygnie to błyskawicznie, jest za mało i po drodze do stolika wylewa się na spodek. Oddawszy więc sprawiedliwość temu, co dobre, mam do Was dwa pytania:

  • Jak skfantyfikować straty, wynikające z takiego idiotycznego rozmieszczenia elementów bufetu?
  • Jakie macie teorie, czemu nikt nie zaprojetkował tego lepiej?

Życzę miłego weekendu i smacznych  śniadań!